piątek, 4 listopada 2011

Pielęgnacja ust alergicznych

Od jakichś trzech lat cierpię na okropną i bardzo silną alergię związaną z niklem. Zostało to stwierdzone badaniami specjalistycznymi i generalnie problem polega na tym, że niewiele da się z tym zrobić.

Byłam zmuszona do rezygnacji z gry na  flecie poprzecznym - jest w całości metalowy i nawet wysokiej jakości kruszce by nie pomogły - złoto, srebro i inne zawierają 20-30%  niklu, gdyż same w sobie są zbyt miękkie i potrzebują domieszki czegoś twardszego.
Z podobnych względów odpada wszelka biżuteria. Musiałam się pożegnać z kolczykami (nie, bigle hipoalergiczne też uczulają), wszelkimi łańcuszkami i innymi ładnymi rzeczami.
W mojej kuchni pojawiły się garnki emaliowane - tylko w nich mogę gotować i jeść bez problemu. Rzecz jasna odpadają wszelkie detergenty i sporo kosmetyków, które często zawierają śladowe ilości niklu - wyrabiały z moją skórą straszne rzeczy. Jedzenie z puszek jest również niedozwolone. Z pokarmów - brokuły, szpinak, owies i jeszcze parę przyjemnych rzeczy. Wszystkie guziki w spodniach musiałam pozaszywać, bądź zmienić na plastikowe/drewniane; nie wspomnę już, co miałam na plecach po studniówce - zapomniałam, że zamek w mojej sukience jest metalowy.

Jednak jeden z największych problemów z jakim borykam się od dawna powodują sztućce. I tak jak u siebie w domu jestem w stanie się zmobilizować i korzystać z plastikowych, tak rzecz jasna nie wszędzie jest to możliwe. Co więcej, nie jestem w stanie całkowicie wyeliminować niklu z diety.
W efekcie moje usta wyglądały przez dłuższy czas tragicznie. Zaczerwienione, pękająca skóra, sucha i nie do użytku. O wszelkich błyszczykach i szminkach mogłam zapomnieć.

Pani dermatolog, jakkolwiek bardzo miła i uczynna przepisała mi maść Bedikord G. Ulotka nie dość, że mnie przeraziła, to jeszcze stwierdziłam, że ten krem w zasadzie nie do końca jest dla mnie. Jednak postanowiłam zaufać specjalistce. Wszystko zagoiło się błyskawicznie i znów cieszyłam się piękną skórą ust. Jednak po jakichś dwóch tygodniach problem wrócił. Kremu użyć już więcej nie mogłam, jest to lek zbyt silny. A  problem pozostał.

Postanowiłam, że muszę zacząć ratować się sama:

Zaczęłam od zwykłego, starego (jak widać na opakowaniu) kremu Nivea. "Zjadłam" go kilka opakowań. Przynosił ulgę poprzez nawilżenie. Jednak to było działanie przeciw objawom, a nie przyczynie.
Następnie w ruch poszedł krem z witaminą A. Mimo że krem był niezbyt działający, usunął pieczenie i swędzenie. Dużo lepiej zadziałała kupiona po kilku tygodniach maść z witaminą A.

Osiągnięciem ostatnich dni jest dla mnie połączenie w proporcji 1:1 maści z wit. A i kremu Nivea. Razem nawilżają, usuwają świąd i pieczenie, jak również powodują, że ewentualne ranki szybko się goją.
(w rzeczywistości jest biały, wina aparatu)

Jednak (co odkryłam wczoraj) mieszanka Nivea i maści z wit. A daje najlepsze efekty stosowana naprzemiennie z Carmexem.

Czytałam o nim pochlebne opinie już dużo wcześniej. Jednak dopiero gdy kilka dni temu, widząc promocję w Rossmanie (6,99 zł / zwykła cena 8,99 zł) oraz optymistycznie nastawiającą notkę na blogu Iwetto, postanowiłam go kupić. Autentycznie nie spodziewałam się tak wspaniałego efektu. Usunął moją dolegliwość na wiele godzin, a później wystarczyło już tylko poprawić wcześniej wspomnianym mixem. 

Mam szczerą nadzieję, że moje problemy z ustami skończyły się, a może chociaż zostały opanowane na dobre. Liczę na to, że jak to z alergiami bywa, ta wygaśnie za parę lat i problem w ogóle przestanie mieć znaczenie. Jednak jak na razie pozostaje mi ratować się rozmaitymi kosmetycznymi wynalazkami ;)




1 komentarz:

  1. Współczuje Ci, nawet nie wyobrażam sobie jak to uczulenie jest bardzo uciążliwe i jak duży wpływa ma na Twoje życie. Mam nadzieję, że szybko się go pozbędziesz i cieszę się, że Carmex się sprawdził :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń