fbpx
Wszystko Pod Kontrolą
Doszłam do wniosku, że takie podsumowania zużytych produktów klimacie „Projektu denko” mogą na dłuższą metę stać się użyteczne, być może nie tylko dla mnie. Dlatego chyba postaram się w miarę regularnie wprowadzić to do obiegu bloga 😉

Co prawda poniższych produktów nie zużyłam tylko i wyłącznie w ciągu miesiąca, ale po prostu zebrałam akurat to, co się skończyło 🙂

Pianka Lirene Design Your Style +20: najdłużej używana rzecz, bo z tego co pamiętam, skusiłam się na nią chyba w kwietniu zeszłego roku i od tamtego czasu dzielnie zmywała mój makijaż co wieczór. Jest naprawdę wydajna i pewnie za niedługo znowu ją kupię. Doskonale myje, co mnie zaskoczyło, nie szczypie w oczy i nie wysusza. 
Zmywacz Nailty z Biedronki: Niestety już niedostępny a szkoda, bo miał świetną cenę (ok. 3 zł) i bardzo ładny, karmelowy zapach. Zużywanie go zajęło mi jakieś pół roku (zmywanie co 3-4 dni) więc też całkiem ekonomiczny. Dobrze zmywał (nawet brokaty) i nie powodował żadnych uszkodzeń płytki, przynajmniej u mnie 🙂
Babydream Shampoo: dostępny w Rossmanie za ok. 4 zł. Największą jego zaletą jest brak SLSów i generalnie szkodliwych substancji. Myślę, że moje włosy były z niego bardzo zadowolone, ja po czasie nieco mniej. Po kilku myciach zaczął powodować, że moje włosy już podczas mycia robiły się tępe, szorstkie i skłonne do plątania się. Generalnie jestem bardzo za, ale na zmianę z jakimś innym szamponem 🙂
Original Source: Almond and Black Cherry (Winter edition): edycja limitowana żeli pod prysznic z zeszłego roku. Nie jestem pewna, czy ta linia była dostępna w Polsce, bo mój egzemplarz przyjechał z Anglii. Miał przecudowny zapach. I co rzadkie, zapach utrzymujący się na mojej skórze. Oprócz mycia nie wymagam od żeli niczego więcej więc nie oceniam kwestii wysuszania etc.
BeBeauty Odżywczy krem do rąk: Biedronkowa marka zawsze pod ręką. Aczkolwiek nie jestem pewna czy chcę ją znowu na ręce. Ładnie pachniał i nienachalnie nawilżał, ale miał w sobie efekt „klejenia” który mnie bardzo denerwuje. Niektóre balsamy i kremy tak mają. Aczkolwiek jak za tę cenę to nie ma co marudzić.
Maybelline Affinitone: to było moje drugie opakowanie, jestem w trakcie trzeciego. Zawsze kupuję je w Superpharmie w promocji (normalna cena to 24,99 zł chyba, a ja nigdy nie kupiłam drożej niż 18 zł). Mi wystarcza na naprawdę długo, coś ponad pół roku. Nakładam zawsze gąbeczką, ponieważ idealnie wtapia się w skórę. Niestety, najjaśniejszy odcień (03 Light sandbeige) jest dla mnie i tak leciutko za ciemny. Oczywiście 01 i 02 w Polsce niedostępne. Aczkolwiek jeszcze nie znalazłam podkładu, który by był tak jasny jak moja cera. Musiałby być chyba biały XD.
Fabulous Lash Miss Sporty: mój ideał jeżeli chodzi o maskary. Niska cena (9-10 zł), nie osypuje się i przetrzymuje wszelkie deszcze i śniegi. Podkręca, rozdziela i pogrubia. Przy dwóch warstwach daje efekt sztucznych rzęs. Nigdy mnie nie zawiódł i teraz trochę żałuję, że skusiłam się na coś innego, co nie jest równie dobre.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *