piątek, 4 kwietnia 2014

Butelka z filtrem węglowym

Nie ma sensu dyskutować z tym, że człowiek powinien przyjmować dziennie odpowiednią dawkę płynów. Najlepiej wody. Problem pojawia się, kiedy np. w budynku, w którym człowiek spędza większość swojego dnia, nie ma szans zdobyć wody.



Okazuje się jednak, że na wszystko są sposoby, a po tygodniach mojego marudzenia, M. postanowił z tym skończyć i przy okazji załatwić kwestię moich urodzin - takie dwa w jednym ;).


Dostałam od niego butelkę Bobble. Dla tych, którzy się jeszcze nie natknęli na to cudo (chociaż ciężko mi uwierzyć, że w blogosferze uchował się ktoś nieświadomy): jest to butelka z wbudowanym filtrem węglowym, który oczyszcza wodę dostępną w kranie i zatrzymuje między innymi chlor i inne fizyczne/mikrobiologiczne elementy. Oczywiście nie da się wlać do środka wody z pierwszej lepszej kałuży i oczekiwać, że otrzymamy zdatną do picia, zdrową i smaczną wodę. Jednak z tą wodociągową radzi sobie bardzo dobrze. 

Nie jest to wieczna zabawka. Moja wersja obejmuje 550 ml, a filtr wystarcza na 150 litrów wody. Z moich wyliczeń wynika, że jest to ok. 5 miesięcy codziennego użytkowania. W zasadzie wcześniej odstraszała mnie cena, ale na szczęście sam filtr jest o połowę tańszy od ceny wyjściowej. Co ważne, oryginalna wersja produkowana jest w USA i posiada odpowiednie atesty. Natomiast tańsze odpowiedniki produkcji Chińskiej mogą być niebezpieczne. Trafiłam nawet na informację, że imitacje filtrów mogą zawierać ołów.




Oczywiście można dyskutować z tym, czy taka filtrowana, ale jednak wodociągowa woda jest korzystna. Jednak biorąc pod uwagę, że zgodnie z prawem UE, producenci wody butelkowanej mogą sprzedawać jako źródlaną każdą wodę, która jest wydobywana spod powierzchni ziemi, to wcale nie wychodzi to lepiej na zdrowie niż woda z kranu. Powiedziałabym, że efekt jest po prostu porównywalny.


Z drobniejszych wad, mogę dodać, że dość hałaśliwie zasysa powietrze. Jest to dość charakterystyczny dźwięk i zwraca uwagę w sali wykładowej. Słabym punktem jest też osłonka na ustnik - ciągle obawiam się, że ją zgubię bądź połamię, co pewnie stanie się prędzej czy później ;). Jednak te drobne wady nie są w stanie przeważyć oczywistych zalet.


Dla mnie jest to po prostu świetne rozwiązanie. Piję teraz dużo więcej wody niż wcześniej, smakuje ona dużo lepiej, a w dłuższej perspektywie czasu takie rozwiązanie jest bardzo opłacalne.

6 komentarzy:

  1. Byłaby fajna, szkoda tylko że po nalaniu z kranu wody najpierw trzeba ją przefiltrować całościowo, a potem dopiero potem wlać ponownie do bobble i pić jak normalną wodę. Dla mnie fizycznie niewykonalne bym takie operacje przeprowadzała na uczelni w łazience.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem skąd pomysł, że trzeba ją w całości najpierw przefiltrować. Przecież właśnie po to jest filtr zamontowany przed ustnikiem, żeby nie trzeba było tego robić.

      Usuń
    2. W Water-to-Go po prostu nalewasz wodę i korzystasz ;-).

      Usuń
  2. W ostatnim czasie zrobił się wysyp butelek Bobble w internecie, ale jak rozpoznać butelkę oryginalną od podrobionej?
    Jak wiadomo ta oryginalna jest wyprodukowana z plastiki PET ale nie zawiera szkodliwego biosfenolu A (BPA). Takie informacje można znaleźć na każdej aukcji.
    Czy oprócz zapewnień producenta na kartoniku butelka posiada odpowiednie oznakowanie na dnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia jak to rozpoznać w internecie. Natomiast ostatnio widziałam butelki Bobble Sport w TKMaxxie po 35 zł. Więc jeżeli masz dostęp, może warto tam spróbować poszukać :)? Były na półce z termosami, w dziale wyposażenia wnętrz.

      Usuń
  3. Ja osobiście używam Water-to-Go. Świetna butelka i rewelacyjny filtr, no i wreszcie dostępna w Polsce.

    OdpowiedzUsuń