poniedziałek, 18 maja 2015

Jak się sprytnie uczyć?

Wbrew pozorom edukacja to też ciężka i pełna dylematów praca. Poniżej przedstawiam kilka swoich wniosków po ładnych paru latach nauki :)




Edukacja jako punkt startowy
W zasadzie w przypadku każdej profesji wymagane są pewne stopnie edukacji. Edukacji, która wcale nie jest idealna i do tego ideału jej daleko. Chcąc nie chcąc więc, trzeba się z nią uporać, a przydatne umiejętności czy wiedzę zdobyć własnymi kanałami - poprzez własną pracę, kursy, szkolenia i doświadczenie.

Część programu trzeba po prostu "zaliczyć". Dana porcja "suchych" informacji musi być zaliczona. Niezależnie od tego, czy taka jest specyfika przedmiotu czy brak fantazji nauczyciela, wymóg jest wymóg. Chodzi o to, żeby nie tracić na to zbyt wiele czasu, który można zainwestować w ciekawsze i bardziej rozwijające aktywności. Szczególnie, że sporo z informacji, które są wymagane można znaleźć na wyciągnięcie ręki, ewentualnie kursora.

Narzędzia przydatne w procesie edukacji:

Uczenie się w oparciu o pamięć krótkotrwałą
Bazując na świeżo przyswojonej wiedzy, doprawionej odpowiednią dawką motywującego stresu i zarwaną nocą, można zaliczyć egzamin. Być może nie na najwyższe noty, ale da się.


Nauka od ogółu do szczegółu
Jeżeli materiał wymaga większego zaangażowania, to trudno - trzeba go rozplanować, zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Najlepiej podzielić go na główne zagadnienia, te z kolei na pomniejsze i tak do najdrobniejszych szczegółów.

Rozplanowywanie materiału
Jeżeli materiału jest więcej niż 100 stron suchych informacji, to nie ma wyjścia - trzeba go rozłożyć na dłuższy okres czasu. Zwykle dzielę objętość materiału równo pomiędzy dni, które pozostały do egzaminu czy zaliczenia.

Budowanie skojarzeń
Im bardziej szalone i abstrakcyjne tym lepiej. Mózg zmuszony do wysiłku przy zapamiętaniu niestandardowego układu informacji zapamięta je lepiej. Jeżeli podsuniemy mu informację przypominającą taką, którą już zna, odruchowo ją pominie. To trochę jak efekt "a, to już umiem, lecę dalej!".

Więcej bodźców - większa szansa na zapamiętywanie
Zamiast jedynie słuchać, lepiej jest dodatkowo zerkać na prezentację multimedialną (drugi zmysł zaangażowany) i jeszcze robić notatki (przetwarzanie informacji). Im więcej bodźców na raz tym lepiej i łatwiej przerzucić informację z jednej półkuli mózgu do drugiej, przez co wiedza zostanie na dłużej.

Fiszki
To chyba moja ulubiona metoda nauki i uważam, że tym sposobem można się nauczyć wszystkiego. Po jednej stronie pojęcie, po drugiej definicja, opis bądź odpowiednik w innym języku (wersja ze słówkami w języku obcym). Już robiąc fiszki (czy ściągi) uczymy się, ponieważ wymaga to przetworzenia informacji i skondensowania jej. Wymaga trochę pracy, ale potem jest z górki :)

Rytmizacja
Układanie rymowanek, wyliczanek, piosenek i wierszyków pozwala umysłowi przyzwyczaić się do pewnej sekwencji, w której potem odtworzy daną informację. Sprawdzi się świetnie przy suchej wiedzy do wkucia, niekoniecznie przy takiej wymagającej rozumienia.

Mapa myśli
Jest najbardziej pomocna w początkowej fazie nauki, planowaniu jej i końcowych powtórkach. Umożliwia rzut oka na całą wiedzę i rozłożenie jej na zagadnienia. Pomaga, ponieważ odzwierciedla sposób w jaki myślimy, poprzez rozgałęziające się zagadnienia.


Naprawdę uważam, że nie ma sensu uczyć się wszystkiego od początku do końca. Natomiast warto do procesu edukacji podejść z dystansem i rozsądkiem. Bez pewnych etapów i informacji nie da się później funkcjonować, a te które można łatwo odnaleźć, warto zdać dla świętego spokoju. A zaoszczędzony w ten sposób czas zainwestować w coś bardziej interesującego :)

2 komentarze: