fbpx

Osobisty system wartości

Ciągle widzę hasła „kieruj się wartościami”, „miej swoje zasady i się ich trzymaj”. Powstała też moda na podpisywanie kontraktu z samą sobą na początku roku, na osobisty system wartości. I tu narodziły się wątpliwości.

Po co mi w ogóle wartości?

To  wszystko doskonałe rady, bardzo dobre praktyki. Miałam zawsze tylko problem z takim jasnym, konkretnym sformułowaniem, co dokładnie jest dla mnie wartością, jakie są te moje zasady, czym chcę się  kierować, a w ogóle po co to robić? – bo fajnie to wygląda na papierze albo na LinkedInie, ale w sumie co mi daje zamykanie się w takiej ramie?

Jest w zarządzaniu taka teoria, czy też styl nazwany MBV – managed by values, czyli zarządzanie przez wartości. W dużym skrócie, chodzi o to żeby zdefiniować w organizacji wartości, które staną się wskazówką dla managerów i liderów w kontekście definiowania celów. Stąd biorą się te wszystkie  misje, wizne, kodeksy wartości przedsiębiorstw.

I tak bujając się z tym jeszcze bardzo luźnym pytaniem wobec samej siebie – co jest dla mnie ważne? Jakie są moje zasady? – doszłam do tego, że w zasadzie dokładnie tą samą strategię zarządzania przez wartości mają na myśli wszyscy którzy mówią „jak żyć”. To czysta ekonomia, a jak powtarza moja mama – Ekonomia porządkuje życie. No i po raz kolejny miała rację.

Poszukiwanie metody

To już była bardzo uspokajająca myśli. Okazało się że w tym szaleństwie jest metoda i wcale nie jest to takie mętne jak się wydawało. Stało się dla mnie dość jasne, że wartości pomogą mi w dwóch zasadniczo dość problematycznych kwestiach – w ustalaniu mądrych, precyzyjnych celów oraz w ustaleniu priorytetów. Moich priorytetów, a nie tych zewnętrzych.

Miałam też pod ręką parę doświadczeń, które na przestrzeni ostatnich 10 miesięcy podsycały przemyślenia na temat tej teorii. Nie był to jeden moment oświecenia, ale raczej kilka, kilkanaście sytuacji granicznych. Czułam się zmęczona – podejmowanie każdej decyzji, każdego życiowego wyboru mniejszego i większego kalibru kosztowało mnie bardzo dużo energii. I ja naprawdę kocham metodę drzewa decyzyjnego, ale ona jest bardz pracochłonna. A było tych decyzji do podjęcia ostatnio multum – nowy kraj, nowe mieszkanie, nowa praca i setki sytuacji problematycznych. A każda z nich pożerała energię, której potem brakowało mi w innych sferach życia, co mnie strasznie irytowało i przekładało się na kolejne problemy. Trochę na zasadzie ucinania głowy smoka, w miejsce której rosną trzy kolejne.

Doszłam do tego, że tym co pożera tą energię, czas i przepuszcza mnie przez emocjonalną maszynkę do mięsa jest brak struktury. Brak solidnych podstaw. Przy każdej decyzji wracałam do początku, rozważałam wszystko od zera,  budowałam cały proces decyzyjny, cały plan działania od nowa i to jeszcze najczęście nie do końca w kontekście innych już wcześniej podjętych decyzji. Patrząc na to z tej perspektywy stwierdziłam, że to całe budowanie systemu wartości i zasad, które wcześniej mi się wydawało takim trochę pomysłem pierwszego świata, faktycznie jest bardzo realnym i praktycznym aspektem życia.

Praktyczne przykłady systemów wartości

Jak mówi moja ulubiona Suzanne Lucas (Evil HR Lady) – flip it to test it – wywróć sytuację do góry nogami i wtedy zweryfikuj swoje myślenie. I pierwszą rzeczą, która przyszła mi do głowy jest sytuacja ludzi wierzących, religijnych. Niezależnie od praktykowanego wyznania, w wielu sytuacjach zasady danej wiary wiele ułatwiają – od wyborów kulinarnych po budowanie rodziny.

W podobny sposób, chociaż też częściowo oparty na religii, funkcjonowali ludzie jeszcze kilka dekad temu. Pewne wartości i cele w życiu były uniwersalne, oczywiste a realia w których przyszło żyć moim rodzicom, albo nawet bardziej dziadkom czy pradziadkom, wspomagały ich realizację. Małżeństwo było instytucją scalającą ludzi o podobnym statusie i majątku. Oczywistym też było, że mężczyzna pracuje zapewniając rodzinie byt a kobieta organizuje życie domowo-rodzinne. I cały ustrój społeczny to wspierał. Zapewne wcale nie powodowało to, że wszyscy byli szczęśliwi.  Sam fakt, że dużo się od połowy zeszłego wieku zmieniło świadczy o czymś wręcz przeciwnym. Jednak samo zdefiniowanie wartości, zasad i opartych na nich celów, było znacznie łatwiejsze.

Nie chcę też przez to powiedzieć, że w moim domu rodzinnym nie było zasad i wartości ;). Oczywiście, że były i to bardzo konkretne. Tyle, że ja jestem już dorosłym, odrębnym człowiekiem, a rzeczywistość wokół mnie dość mocno różni się od tej, w której moi rodzice budowali swoje wartości.

Dużo większa wolność wyboru, która teraz panuje jest i piękniejsza i trudniejsza zarazem niż jeszcze kilka dekad temu. Dlatego tak trudno zdefiniować osobisty system wartości.

Wiem, wiem. Bardzo szeroko poleciałam z tymi refleksjami o społeczeństwie, historii i wartościach. Ale liczy się efekt, który zaprowadził mnie do wniosku, że w takim razie wartości i zasady są potrzebne, ułatwiają życie. I zorganizuję sobie to sama.

Skąd wziąć wartości?

No i wszystko fajnie. Miałam już sporo powodów i potencjalnych korzyści z definiowania tego co ważne i czym się kierować. Brzmi to całkiem sensownie, ale dalej byłam nieco zawieszona w próżni. Wiem już po co i dlaczego, ale dalej nie wiedziałam jak. I tego jak w zasadzie nigdzie nie znalazłam. Przykładów na to jak ludzie w internecie opisują swoje zasady i wartości można znaleźć multum. Jednak metody dochodzenia do nich to już za bardzo nie wyczytałam. A przynajmniej żadna z nich nie była dla mnie klarowną,  usystematyzowaną opcją. Wszystkie porady na ten temat były raczej mętne.

W takiej sytuacji pozostało mi tylko jedno. Więc związałam włosy w koczek, podwinęłam rękawy sweterka i zaczęłam kombinować sama. Ot taki mały projekt wieczorowy dla lepszego, łatwiejszego życia.

Mając w nawyku  analizowanie wszystkiego po kolei (to ja, neurotyk, dzień dobry!) postawiłam sobie kilka problemów badawczych aby zidentyfikować osobisty system wartości.

Analiza doświadczeń

Najpierw stwierdziłam, że skorzystam z dobrodziejstwa internetu i panującego w nim ekstrawertyzmu (żeby nie powiedzieć ekshibicjonizmu). Czyli po prostu zaczęłam analizować te wszystkie posty na blogach, artykuły kołczów, podcasty o życiu. Zarówno te, które mi się podobały jak i te, które mnie raczej  odrzucały. Głównie patrzyłam na to „co” dokładnie jest wartością dla danej osoby i jak to się wpasowuje w kontekst jej życia (pracę, rodzinę, pasje itp.). Powstała mi z tego lista najczęściej powtarzających się wartości.

Chciałam też konkretów, samego mięska, bardzo precyzyjnych wartości. Nic w stylu „tradycja” czy „wolność”.  Rzecz jasna, nie ma w takich wartościach nic złego i pod tym parasolem można zmieścić sporo konkretów. Ale ogólniki już przerabiałam i dla mnie nie działały, a ja szukałam czegoś funkcjonalnego.

Potem przyszedł czas na tą gorszą część. Zaczęłam analizować swoje decyzje z ostatnich 4 lat życia. I te udane i mniej. Chociaż w zasadzie wbrew temu co mówi babcia i internet o uczeniu się na własnych błędach, bardziej patrzyłam na te dobrze podjęte decyzje. Bo skoro uważam je za dobre, to znaczy, że przyniosły mi korzyści, coś  na tym zyskałam.

Na tym etapie miałam już kilkanaście stron notatek, mnóstwo komentarzy do nich i pierwsze, blade pojęcie tego, o co mi chodzi w życiu. Bardzo dużo pracy, cel osiągnęłam, ale ogólnie nie polecam takiego sposobu. Strasznie dużo czasu trzeba w to wsadzić. Natomiast teraz chcę zaserwować shota z destylatu tego co mi w tej całej analizie wyszło – metodę.

Instrukcja obsługi

Osobisty system wartości to krótki, 14-stronnicowy ebook, który krok po kroku przeprowadzi Cię przez moje holistyczne spojrzenie na życie. Do pobrania poniżej:

Jest on bezpłatny i dostępny zupełnie bez żadnych warunków. Aczkolwiek miło mi będzie, jeżeli zostawisz komentarz i podzielisz się swoimi refleksjami z lektury :).