fbpx

Praca w Brukseli

To będzie taki wpis, jaki chciałabym przeczytać zanim zaczęłam projekt pt. „praca w Brukseli”. Czyli co nieco na temat podatków, pensji, kultury pracy czy rekrutacji. I podpobnie jak w przypadku wpisu o przeprowadzce, podrzucam sporo konkretów i linków. Zapraszam!

Poszukiwania i rekrutacja

Nie wiem jak jest w innych rejonach kraju. Natomiast w Brukseli można dostać pracę nawet nie znając lokalnych języków. Sporo firm międzynarodowych ma tu swoje siedziby więc z porządnym angielskim można znaleźć pracę i to relatywnie szybko. Duże firmy oferują całkiem sporo benefitów – zwykle bony lunchowe, dodatki na święta, kursy językowe, zwrot kosztów dojazdu. Taka miła norma :). Jak już dojdzie do umowy, to fajne jest to, że nie ma żadnych badań lekarskich. Z mniej sprzyjających kwestii – kontrakt musi być sporządzony w jednym z narodowych języków i nawet nie znając go trzeba się zdecydować na francuski bądź flamandzki. Dlatego dobrze go pokazać komuś zaufanemu do tłumaczenia. Pracy spokojnie można zacząć szukać zanim się tu przyjedzie – polecam LinkedIn. Ale pewnie jest tych portali więcej, natomiast tutaj kilka moich typów:

Pensja

W Belgii zarabia się rocznie nie 12, ale 13.92 pensje. To oczywiście oznacza przynajmniej jedną (czasem sporą) pensję rocznie. Zwykle jedną dodatkową pensję dostaje się w maju (lub jej odpowiednią część względem miesięcy przepracowanych w poprzednim roku kalendarzowym) a to magiczne 0.92 na koniec roku jako bonus świąteczny (prime de fin d’année).

Podatki

Ale od tej fajnej pensji trzeba odprowadzić podatek. Myślicie że 17%-podatek w Polsce to dużo? Też tak myślałam. Dopóki nie przeprowadziłam się do Belgii i nie doświadczyłam prawie, że 50%-towego podatku. Nie jest do końca tak, że sprzeciwiam się wysokim stawkom podatku. Jeżeli państwo dobrze radzi sobie z redystrybucją i podatek wraca do mnie w postaci dobrych dróg, opieki zdrowotnej itp. Nie mam nic przeciwko. Ale w Belgii tak niestety nie jest. W sumie ciężko stwierdzić, na co te pieniądze idą. A oprócz podatku jest też oczywiście składka społeczna. I podatek dla gminy – przynajmniej tego wymaga praca w Brukseli. Polecam kalkulator podatkowy żeby sobie to policzyć.
Z pozytywnych rzeczy, doświadczyłam już czegoś takiego jak co 2-miesięczna indeksacja wynagrodzenia brutto. Wydaje mi się, że to ma miejsce nie tylko w mojej firmie, ale celem jest tutaj pokrycie inflacji. Niby niewiele, ale bardzo przyjemny dodatek.

Prawo pracy i urlop wypoczynkowy

Ciekawe jest to, że w Belgii prawo pracy przewiduje 37,5 h tygodniowo standardowego czasu pracy w pełnym wymiarze. Jednak w wielu firmach tydzień pracy jest dłuższy – jak np. 38,5h u mnie, ale są też firmy z czasem pracy po 40h. Wtedy ten „nadpracowany” czas jest oddawany w postaci dodatkowych dni wolnych, wiec w sumie fajnie :).
Tragiczna jest polityka urlopowa dla nowych osób. W świetle belgijskiego prawa tak de facto nigdzie nie pracowałam zanim nie przybyłam do tego kraju, więc mi się w zasadzie żaden urlop nie należy. Rezultat jest taki, że przyznano mi 3,5 płatnego dnia pracy na 4,5 miesiąca pracy. Dla porównania, w Polsce w pierwszym roku pracy dostaje się 2 dni urlopu na każdy przepracowany miesiąc. No i to nie jest tak, że ja wcześniej nie pracowałam. Mogłam oczywiście wziąć płatny urlop, nazywa się to coś na zasadzie „urlopu europejskiego”, ale tym sposobem niejako pożyczam te dni od siebie w przyszłym roku – w takiej sytuacji zostałaby zmniejszona moja 13stka w przyszłym roku. Dlatego praktycznie nie miałam urlopu płatnego w 2019, a w 2020 mam zaledwie 15 dni. Dlatego wykorzystuję kilka dni urlopu bezpłatnego.

Urlopy chorobowe i macierzyńskie

Równie beznadziejnie jest tu z innymi typami urlopów. Chorobowe oznacza 60% wynagrodzenia. Urlop macierzyński również 60% – niecałe 4 miesiące. Dlatego też sporo kobiet decyduje się albo na przerwę w karierze, albo na przejście na pół etatu. W każdym przypadku wydaje mi się to dość okrutne. Niby środek Europy zachodniej, ale prawo raczej nie prorodzinne, co mnie zaskakuje biorąc pod uwagę, że wskaźnik dzietności w Belgii od 7 lat systematycznie spada. Już pomijam jak wygląda kwestia ubezpieczania się. To jest jeden wielki koszmar do jakiego stopnia skomplikowania można doprowadzić.

Kultura pracy

W mojej firmie panują bardzo bezpośrednie kontakty. Każdy z każdym dają sobie buzi na dzień dobry, aczkolwiek może to być specyfika mojego biura, w którym wszyscy od lat ze sobą pracują. Słyszałam, ze w innych firmach niekoniecznie tak jest.
Jeżeli chodzi o samą pracę i zadania, wszystko dzieje się baaaaardzo wolno. Każdy jeden projekt zajmuje bardzo dużo czasu. Długo też trwa zanim ktoś odpowie np. na maila czy uda się spotkać. Z jednej strony to powoduje, że nie trzeba się ciągle spieszyć, ale czasem frustruje kiedy chciałoby się coś pchnąć na przód :).

Godziny pracy

Tryb pracy przypomina ten bardziej znany z amerykańskich filmów i seriali. Niepłatna przerwa na lunch w ciągu dnia jest obowiązkowa, a większość ludzi zaczyna pracę później niż w Polsce – 9:00-10:00. Rzecz jasna mówię o typowej pracy biurowej. Do tego dochodzą korki i w praktyce człowiek wychodzi o 8 rano a wraca o 18-19. Zdaję sobie sprawę, że są ludzie, którzy pracują dużo więcej i nie mają przerwy w ciągu dnia (którą przyznaję, że często wykorzystuję na załatwienie czegoś bądź drobne zakupy). Natomiast jest to dla mnie spora zmiana, ponieważ czasu przed pracą i po pracy zostaje bardzo mało na zajęcie się swoim życiem prywatnym czy odpoczynek.

Jak bym tak miała podsumować czy lepsza jest praca w Brukseli czy w Bydgoszczy, i powiedzieć gdzie jest lepiej, to nie jestem w stanie. Jest po prostu inaczej. W Belgii są bezsprzecznie spore plusy pracy, jak większe zarobki, ale też spore minusy jak kwestie podatków czy urlopów.