fbpx

Antwerpia na weekend

Opowiadając na początku roku o swoich celach na 2020, nie uwzględniłam jednego z nich. A w zasadzie chyba sama nawet nie do końca go sobie uzmysławiałam wtedy. Mianowicie, obiecałam sobie, że będziemy bardziej korzystać z tego, gdzie jesteśmy. I tak oto Antwerpia stała się pierwszym celem weekendowej wycieczki.

Byliśmy już wcześniej w Brugii, i poznaliśmy też już trochę Brukselę. Zwiedzamy głównie mając gości – to nam daje motywację, by odkrywać nowe miejsca. Ale tym razem zmotywowałam się sama – i bardzo dobrze, bo Antwerpia jest co najmniej tak ładna jak Bruges i ciekawa jak Bruksela.

Wycieczkę zorganizowałam z kilku tygodniowym wyprzedzeniem. Ponieważ Anwterpia jest (jak większość belgijskich miast) bardzo ciasna, ciężko tam o parking. Więc wybraliśmy się pociągiem, co było strzałem w dziesiątkę. Ceny biletów weekendowych są dużo niższe, a pociąg zatrzymuje się jakieś 10 min spacerku od starówki. No i ten dworzec.

Budynek dworca to według mnie miejsce, gdzie faktycznie powinni nagrywać sceny do Harry’ego Pottera. Przepiękny, XIX-wieczny budynek po zmroku robi chyba jeszcze większe wrażenie. Spędziliśmy tam dłuższą chwilę po prostu patrząc.

Organizacja pobytu

Anwterpia zatrzymała nas na dwie noce. Skorzystałam z Airbnb, konkretnie tego, ponieważ dużo mieszkań jest w samym centrum, dokładnie na starówce. A to oznaczało dwie rzeczy: blisko do knajpek i śniadaniowni oraz blisko na zwiedzanie. Była to i oszczędność czasu i pieniędzy na ewentualny dojazd. Dlatego też nie miałam problemy z tym, żeby nieco dołożyć do samego noclegu. Coś za coś! Dodatkowo, ja też bardzo lubię mieszkania, gdzie można samemu się wpuścić kluczem ze skrytki. Można wtedy przyjechać o każdej porze i nie robić właścicielom problemów

Jeżeli chodzi o miejsca na jedzenie, to ja jestem nie najlepsza w wyszukiwaniu takowych. Michał radzi sobie z tym znacznie sprawniej. Jednak tak czy inaczej korzystaliśmy z TripAdvisora i w większości polecenia się sprawdziły.

Punkty wycieczki wybierałam przede wszystkim z klucza tego co sama bardzo lubię. Dlatego impulsem do zorganizowania tej wycieczki było przede wszystkim muzeum diamentów. Ale na ten materiał zapraszam Was tutaj – bo to jest zupełnie inna opowieść!

Antwerpia to trochę Hogwart

Już nawet pomijając dworzec, cała reszta starówki i miejsc, jakie odwiedziliśmy, trąci klimatem rodem z Harry’ego Pottera. W samym centrum wszystkiego rozpościera się katedra Najświętszej Marii Panny – konstruowana przez prawie 200 lat najwyższa budowla w Antwerpii. Rynek otoczony jest kamienicami kupieckimi z XVI w. i wygląda jak taki bardziej wypasiony Gdańsk. Pomijam już wszystkie przyległe uliczki, które są niesamowicie klimatyczne i przenoszą w czasie. Bardzo dużo spacerowaliśmy w tamten weekend.

Oprócz tego, jest co zwiedzać. Zaczęliśmy od barokowego kościoła św. Karola Boromeusza. Chyba nigdy nie widziałam tak zrównoważonego baroku. Kolumny? Są. Kapiące złoto? Jest. Rzeźby, zdobienia, amorki? Wszystko obecne. A jednak było w tym kościele i jasno i elegancko. Takiego oblicza barokowej architektury sakralnej nie znałam.

Wybraliśmy się do dwóch muzeów. Antwerpia wszystkim kojarzy się z Rubensem. Więc pierwszym celem był Dom Rubensa – znana atrakcja, a więc zatłoczona. A oprócz tego, szczerze mówiąc nie robi za bardzo wrażenia. Część obrazów to reprodukcje i jakoś brak tam polotu.

Natomiast dla mnie hitem tej wycieczki było Muzeum Plantin-Moretus. Czyli muzeum rodziny drukarskiej, która rozwinęła 9 generacji XVI-wiecznych maszyn drukarskich. Bardzo słabo znane i reklamowane miejsce, ale to dopiero była wycieczka. Nie dość, że na ścianach pełno dzieł Rubensa (więc można dom Rubensa odpuścić!), to wszędzie pełno złoconych ksiąg, zabytkowych narzędzi drukarskich i niepowtarzalny klimat starej willi. Wszystko skrzypi i tworzy atmosferę, która naprawdę pozwala się wczuć w tą wycieczkę. To była największa niespodzianka, i prawie że z niej zrezygnowaliśmy – a to byłby błąd.

Antwerpia: Posłowie

To, co mnie jednocześnie zachwyca i smuci to fakt, że tutaj takie miejsca są normalne. Zamki z XIII w., oryginalnie gotyckie katedry i renesansowe wille. Wszystko zachowane i odremontowane tak, by można to było jeszcze długo podziwiać. To nie są widoki, których uświadczycie w Polsce. Dlatego tym bardziej, jeżeli wybierasz się w tą okolicę Europy, Anwterpia jest miejscem, które powinnaś wziąć pod uwagę. I my zdecydowanie planujemy tam wrócić. Jest jeszcze wiele do zobaczenia.