fbpx

Różnice kulturowe i ich konsekwencje

Pisząc, że różnice kulturowe mają wpływ na wszelkie kontakty nie powiem nic nowego. Jednak zupełnie inaczej się ich doświadcza w szkole na geografii, czy nawet na studiach z przedmiotami o kulturze, a inacze działa to w praktyce.

LINK DO FILMU

Bez entuzjazmu

Nigdy nie byłam osobą, która bardzo fascynowała się różnicami kulturowymi. Podróże kręcą mnie w umiarkowanym stopniu. Języki traktuję czysto narzędziowo. Dlatego poznawanie innych kultury nigdy nie ekscytowało mnie jakoś specjalnie. Ale nasiąkam nimi mimochodem przez pracę i to gdzie mieszkam. A przy okazji ponoszę konsekwencje tych różnic.

Najpierw rozkminiłam anglosaskie klimaty. To było najprostsze – nie dość, że studia, nie dość, że filmy i seriale to jeszcze praca z brytyjczykami przez 8 godzin dziennie przez kilka lat. I po tym czasie już wiedziałam, że tam mało co mówi się wprost. Ale sarkazm i ironia są w cenie. No i nie mam co liczyć na jakąkolwiek siłę decyzyjną. Z poczuciem odpowiedzialności też różnie bywa.

Za to zarówno pracując jak i żyjąc w Belgii nabyłam intuicję co do tego, czego mogę się spodziewać po lokalsach. A wzasadzie po każdym z ich rodzajów bo Flamand i Walończyk zachowują się inaczej. Wiem też, że to zupełnie normalne, że ludzie stają na środku parkinku czy przejścia w sklepie, nie widząc problemu w tarasowaniu drogi. I że obsługa klienta w wielu miejsach jest tragiczna, więc nie ma co się spodziewać niczego dobrego. A do urzędu muszę się umówić na spotkanie, spontanicznie niczego nie załatwię. To po prostu elementy lokalnego trybu życia :).

Latynoskie poczycie wartości

Początki mojej pierwszej etatowej pracy były obarczone wieloma dziwnymi doświadczeniami, w których rolę grały też różnice kulturowe. Ale wyszło mi to na dobre, bo popchnęło w stronę studiów na pograniczu zarządzania i psychologii. Chciałam po prostu dorobić się wiedzy i narzędzi żeby sobie z problemami międzyludzkimi lepiej radzić. I zadziałało.

Do dzisiaj pamiętam jedna z zajęć z zarządzania konfliktem, gdzie prowadząca podjęła właśnie temat różnic kulturowych. W tamtym spora część mojej pracy opierała się o współpracę z kolegamii z Hiszpanii. I wiecznie darłam z nimi koty, kompletnie nie ogarniając swoją naturą z umiłowaniem do porządku, czemu nie można się dogadać w najprostszych wręcz sprawach. I właśnie zajęcia na studiach mnie oświeciły. Chodziło o poczucie własnej wartości. Jakakolwiek krytyka czy prośba o korektę jest odbierana przez latnoskie nacje bardzo osobiście. Dlatego kluczem do sukcesu jest połączenie informacji zwrotnej z komplementem i zaznaczenie, ze chodzi o zachowanie czy określoną kwestię, a nie osobę.

Czy to rozwiązało moje problemy w pracy? Nie wszystkie, ale częściowo na pewno. Chociaż w zasadzie do końca tej współracy babrałam się w mniejszych i większych konfliktach. Jednak było mi dużo łatwiej częściowo rozumiejąc skąd bierze się problem.

Azjatyckie grupowe decyzje

Inny moment małego oświecenia przeżyłam ostatnio. Jak gdyby nigdy nic szorowałam sobie łazienkę w sobotni poranek słuchając podcastu O Zmierzchu. Odcinek o Ego. I tym, co sprawiło, że zamarłam z gąbką nad kranem był fragment o azjatyckim podejściu do tego konceptu. Niedźwiecka opowiada tam anegdotkę o tym, że idąc do apteki i prosząc o lek na daną przypadłość, najprawdopodobniej nie dostaniemy odpowiedzi od razu. I od jednej osoby. Prawdopodobnie pracownik apteki skosultuje się z kolegami i wspólnie podejmą decyzję. Bo tak działają – mają tendencję do myślenia o sobie jako o kolektywie, a nie jednostce.

I wtedy skojarzyłam coś, co bardzo mnie denerwowało i zastanawiało w korespondencji z moimi współpracownikami w Japonii. Za każdym razem pisząc do kogoś maila, otrzymując odpowiedź widziałam w kopii wszystkich świętych. Kolegów, szefa, i jeszcze teamową listę dystrybucyjną danej osoby. Ze swojej zachodniej perspektywy interpretowałam to jako rodzaj kontroli czy braku zaufania. A najprawdopodobniej taki po prostu styl przyjmują moi koledzy z kraju kwitnącej wiśni. W każdym razie istnieje spora szansa, że tak jest i realnie mnie to uspokoiło.

Konkluzje

Warto też pamiętać, że operuję tu sporymi uogólnieniami. To, że jedna osoba danej narodowości zachowa się w określony sposób, niekoniecznie oznacza że inna zrobi to samo, jest na to jedynie szansa.

Nie trzeba być jakoś specjalnie entuzjastycznym względem innych kultur. Różnice kulturowe po prostu są i wystarczy zdawać sobie sprawę, że mogą być czynnikiem w wielu sytuacjach. I uważnie obserwować. Dlatego świadome rozumienie określonych mechanizmów pomaga i ułatwia życie. Wiedząc czego można się z dużym prawdopodobieństwem spodziewać, łatwiej się dostosować i rozwiązywać problemy. Tak praktycznie, a nie tylko teoretycznie w szkolej ławce.