fbpx

Medytuję, gdy planuję

Nawet nie będę próbowałam wchodzić w to jak wiele osób i źródeł poleca regularną medytację. W najróżniejszych formach. Po prostu powtórzę oczywistość, że takie aktywności pomagają zachować równowagę. Próbowałam różnych metod, ale w końcu zdałam sobie sprawę, że już to robię – medytuję gdy planuję.

Niedzielny rytuał

Ludzie mają różne rytuały, które ich wyciszają.. W moim przypadku takim cyklicznym momentem wyhamowania jest właśnie moment planowania tygodnia. Przy czym faktyczne planowanie zajmuje pewnie ok. 20 minut. Ale tym, co mi sprawia przyjemność jest obowa tego procesu. Ten moment, który często rozciągam do godziny oprawiam w przyjemny zapach świecy. W tle słucham sobie horoskopu na następny tydzień. A przed sobą mam pustą przestrzeń tygodnia, na której wyżywam się kreatywnie za pomocą naklejek, brushpenów i szablonów.

To nie do końca medytacja

Niekoniecznie trzeba mruczeć mantrę w kwiecie lotosu żeby medytować. W moim przypadku zabawa papierem i odrobina kreatywności powoduje, że się rozluźniam i przestaję myśleć o rzeczach, które mnie stresują. Przy okazji mam poczucie tego, że ogarniam sytuację. A to zawsze mnie uspokaja. To też moment, w którym często wyciągam różne myśli, pomysły i informacje z głowy. Wszystkie te efekty nie wpadają w klasyczną definicję mindfullness, ale to, że medytuję, gdy planuję to moja osobista metoda. Wypracowana bardzo przypadkiem, ale dla mnie działa cuda. Czuję dużą różnicę poniędzy tygodniami gdy znajudję czas na moją sesję planowania, a tymi gdy muszę odpuścić.

Mam wrażenie, że moje planowanko działa trochę jak wędkowanie. Albo robienie na drutach. Niby występuje jakaś aktywność, ale jednak umysł kraży sobie swobodnie i nie skupia się na niczym konkretnym. A może ty masz jakieś zajęcia, które działają podobnie? Daj znać w komentarzu!