fbpx

Jacy są Belgowie?

Trochę się zastanawiałam czy w ogóle poruszać ten temat. Bo jednak jesteśmy tutaj dopiero dwa lata i ciężko tak  na pewno stwierdzić jacy są Belgowie. To dość szeroki i skomplikowany temat. Jednak stwierdziłam, że moja perspektywa się nieco zmieniła i pogłębiła przez ostatnie dwa lata. I może fajnie byłoby to spisać, gdy za kilka lat będę się śmiała ze swoich płytkich, początkowych wniosków. Zaryzykuję!

Jeszcze zanim przejdę do tematu mały disclaimer: tak, będę tu uogólniać. I owszem, będą to uogólnienia na podstawie moich subiektach i cokolwiek skromnych doświadczeń. Mieszkam tu relatywnie krótko, znam Belgów głównie z którymi pracuję, a więc anglojęzycznych i raczej dość otwartych. Jeżeli masz inne doświadczenia, podziel się koniecznie w komentarzu!

Nie przepadają za nieznanym

Nie mogę nie zacząć mówić o tym jacy są Belgowie bez tak naprawdę stwierdzenia, że Belg to raczej konstrukt polityczny. Siłą rzeczy, będą się oni albo utożsamiać bardziej z południową częścią kraju (Walonią) lub północną (Flandrią). Brukseli nie liczymy. Bruksela to stan umysłu. Chociaż przyznaję, że sporo Belgów, których spotkałam dopytanych o to, w jakiej części kraju bardziej czują przynależność odpowiadało, że są z Belgii i tyle.

W każdym razie, najczęściej są oni dość mocno przywiązani do swojej tożsamości, czyli języka, oraz do miejsca w którym żyją. Szokiem dla mnie było, że zamiast przeprowadzić się bliżej pracy, są w stanie dojeżdżać na drugi koniec kraju do biura. Chociaż umówmy się – to najwyżej półtorej godziny. To mały kraj. Jednak mimo wszystko, wielu z nich mieszka w miejscowości w której się wychowało, ma całe życie tych samych przyjaciół, i najczęściej dom rodzinny dwie ulice dalej.

Skryta mentalność

Taki typowy Belg to według mnie dość wysoki, szczupły facet, małomówny, ale raczej sympatyczny. Belgijka jest dokładnie taka sama, z tym, że najczęściej nie nawiązuje kontaktu wzrokowego, dopóki nie musi. I od żadnego z nich nie należy się spodziewać zbyt wielkiej otwartości. Najczęściej swoje prywatne życie zachowują dla siebie i bardzo mocno chronią wszelkie informacje o swojej rodzinie. Pamiętam, że wydawało mi się to nieco abstrakcyjne jak czytałam W Belgii czyli gdzie?, ale w tej kwestii jest dokładnie tak jak to opisał Marek Ozechowski.

Na przykład zupełnie niedawno dowiedziałam się, że mój kolega z pracy z którym rozmawiam codziennie, ma dzieci. Inny kolega dopiero po pół roku wspomniał o żonie. A z oboma mam doskonały kontakt i fantastycznie nam się pracuje razem. Ale to właśnie specyfika tego jacy są Belgowie. Są mistrzami rozmów nie-prywatnych. Przyznam, że do tego się jeszcze przyzwyczajam, ale widzę plusy. Nikt nie wtyka nosa w niczyje sprawy, żadnych pytań o dzieci ani oczekiwań prywatnych zwierzeń. Za to polecą masę fajnych knajpek na jedzenie, miejsc do zwiedzenia i filmów do obejrzenia. Mają też często dużo poczucia humoru, trochę w stronę angielskiego, nieco sarkastycznego i czarnego.

Skupieni na sobie

To szczególnie widzę w przestrzeni publicznej. Kompletną normą jest zastawienie swoją osobą i wózkiem alejki w sklepie, pogrążenie się w lekturze etykiety płatków i ignorowanie mojego „przepraszam” w 4 różnych językach. Serio, to zastawianie przejścia to jakiś narodowy sport. Podobnie jeżeli chodzi o parkowanie aut – na dwóch miejscach parkingowych na przykład. Zajeżdżanie drogi to też zupełnie normalna sprawa, o czym się boleśnie przekonałam na własnej skórze na jazdach z instruktorem.

Ale jest też wymiar społeczny tego skupienia na sobie i swojej rodzinie. Przeciętny Belg nie wydaje mi się specjalnie zainteresowany polityką na szczeblu krajowym. Nie winię ich, bo ciężko się połapać przy czterech rządach i skomplikowanej biurokracji. Jednak mam wrażenie, że mimo wszystko prędzej skupiają się na swojej lokalnej społeczności. Wdrażają lokalne projekty dbania o przestrzeń i wprowadzanie usprawnień. 

Organizują wieczorki z winem i serem po szkolnych akademiach. Kwestują i zbierają pieniądze na drużyny sportowe swoich dzieci. Tym sposobem z resztą będę miała w listopadzie do odebrania chyba ze cztery paczki słodyczy, kupionych od znajomych w szkolnych zbiórkach dla ich dzieci.

Są po prostu inni

Jakbym tak miała podsumować, to bym po prostu powiedziała, że są trochę inni od Polaków. Nieco bardziej wyciszeni i poukładani niż Polacy. Ale też często dużo bardziej sympatyczni i przyjemniejsi na co dzień. Chyba dlatego, że tak bardzo nie dbają o to, co inni myślą na ich temat, dzięki czemu są nico bardziej wyluzowani. Przyznam, że im dłużej i więcej ich poznają, tym bardziej komfortowo czuję się w ich towarzystwie. Po fazie początkowych zaskoczeń, dużo mniej myślę nad tym jacy są Belgowie, bo przestaje to mieć tak wiele znaczenia.