fbpx

Przydatne w grudniu

Wróciłam, odpoczęłam nieco psychicznie, za to mam wrażenie, że długo będę poprzedni miesiąc odsypiała. Ale nie ma to tamto, bo styczeń tak jak się zapowiadał intensywnie, tak robi jak obiecywał. Więc zanim jeszcze wpadnę w wir i szał bieżączki, szybkiego podsumowanie tego, co się okazało przydatne w grudniu.

LINK DO FILMU

Klawiatura Logitech Keys To Go

Staram się ograniczać ilość rzeczy zabieranych w podróż. Wychodzi mi różnie, ale już od dawna nie biorę ze sobą w podróż laptopa. Za to towarzyszy mi iPad. I jest w zupełności wystarczający, dopóki nie muszę czegoś napisać. A w grudniu złożyło się tak, że musiałam na kilka maili pilnie odpisać. Próbując śmigać po ekranie, myślałam, że umrę. Dlatego w przedwczesnym Gwiazdkowym prezencie dla siebie samej, sprawiłam sobie klawiaturę Logitech Keys To Go. Wybrałam ją z uwagi na mały rozmiar i łączność bluetooth. W zestawie jest jeszcze bardzo wygodna podstawka. Fantastycznie się sprawdza, jest bezpyłowa i odporna na płyny. A przy kimś takim jak ja, co już klawiaturę kiedyś zalał, to dobry pomysł. Wybrałam różową, bo chciałam jasnego tła, ale granatowa też wyglądała całkiem ok. Jestem bardzo zadowolona z tego gadżetu i myślę, że dużo będziemy razem podróżować.

Serum rozświetlające OnlyBio

Przyznam, że to był dość impulsywny zakup. Do Rossmanna mam szansę wejść raz na parę miesięcy i jak już wkraczam, to zwykle ogarnia mnie szał nowości. I kończy się to jakimś zakupem, tym razem bardzo udanym. Lubię witaminę C w kosmetykach więc serum rozświetlające OnlyBio bardzo mnie zaciekawiło. Jest leciutkie i nie zapycha, a przede wszystkim jest łagodne. Kiedyś używałam serum z Bielendy, z kwasem glikolowym. Było mocne i musiałam robić przerwy, chociaż efekty też były całkiem dobre. Serum z OnlyBio jest zdecydowanie mniej agresywne, ale dalej daje efekt odnowionej skóry. Bardzo się też polubiłam z jego pipetką. Ładnie się wchłania pod kremem i jest tego typu kosmetykiem, którego chce mi się używać.

Bluzo-kocyk

Już w zeszłym miesiącu opowiadałam Wam o tym, że chyba się mocno zestarzałam, bo ciągle marznę. No więc dostałam też na gwiazdkę coś grzejącego, co okazało się bardzo przydatne w grudniu. Mimo, że nie korzystałam z tego cały grudzień, to już wywołało entuzjazm. Mowa o ogromnej bluzie-kocyku. To tego typu namiot z pluszu, w który mogę się schować cała, nakryć kapturem i po prostu przezimować. Fantastycznie się sprawdził w czasie mrozów. A wisienką na torcie są fluorescencyjne gwiazdki, które świecą w ciemności. Myślę, że sporo czasu spędzę w tym kocyku przez najbliższe tygodnie.